Nazwa mówi wszystko. Miejsce jedno z naszych "ulubieńszych"- Powiśle, dokładnie pod mostem Poniatowskiego, niedaleko kultowego ( niegdyś? ) PKP Powiśle. Knajpka niepozorna, oldschoolowa i bardzo w tym urokliwa.Czerwone, bawełniane obrusy, lampki rodem z lat osiemdziesiątych, dużo ciemnego drewna, wszystko tutaj do siebie pasuje, wszystko ze sobą współgra i w niczym nie przypomina okolicznych, nowoczesnych pubów, gdzie można zagrać w Scrabble lub Cywilizację. Stylizacja tej niedużej restauracji jest- w swojej konsekwencji- naprawdę wdzięczna.
Zaskakuje dobrą kuchnią i starannym podaniem potraw. Naprawdę pyszne jedzenie. Za pierwszym razem skusiliśmy się tylko na spożywanie wyrobów browarnych, ale dochodzące zapachy były tak przyjemne, pachniało takim "dobrym jedzonkiem' i obiecaliśmy sobie, że wpadniemy tutaj jeszcze, tym razem na jedzenie.
I nie rozczarowaliśmy się. Biorąc na przystawkę, czy to krewetki w oliwie, czy pikantną potrawkę z serów pleśniowych, można odnaleźć gamę smaków, rodem z wykwintnych restauracji. Tak samo starannie podawane są drugie dania, na przykład talerz mięsny dla dwojga: dobrze wysmażony, ale nie za bardzo, z drugiej strony nieociekający tłuszczem; podany z zestawem - dobrych! co rzadkie - sałatek, opiekanymi ziemniaczkami, a całość jest dobrze przyprawiona, choć bez przesady. Smak nie jest zabijany przez nadmiar przypraw. Mięso zachowuje swój smak, a jest niezwykle apetyczne.
Miło zaskakuje. Wykwinty minimalizm bez nadęcia.
Olga
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz