wtorek, 23 kwietnia 2013

Czyli Chilli


Restauracja, której znakiem firmowym jest mała papryczka chilli, intrygowała nas od dawna. 
Więc pewnego dnia skręciliśmy do jasnej, udekorowanej na pozór bardzo starannie knajpki, która zachęcała swoimi ciepłymi barwami i ogólną atmosferą przyjaznej,domowej stylizacji. Wnętrze ciepłe, ale troszkę jednak niedopracowane, tak jakby ktoś wpadł na dobry pomysł i w połowie zaniechał realizacji. Ściany pomalowane, ale nieodnowione, farba już starta i lekko przybrudzona.Sztuczne kwiaty w wazonikach zdecydowanie psuły efekt. Tak samo jak bliskość pomieszczenia gospodarczego i jednego ze stolików, przy którym akurat siedzieliśmy i mieliśmy doskonały wgląd w to, co dzieje się z resztkami jedzenia- niestety, wolałabym nie być bogatsza o tę wiedzę. Nie wygląda to estetycznie. Niemniej jednak, na pierwszy rzut oka, knajpka wygląda przyjaźnie, tylko nasze wredne, niebieskie oczka zawsze dostrzegą niedociągnięcia :)

Może się uprzedzam, ale zamawiając makaron w restauracji witającej gości chlebem ze smalcem, spodziewałam się typowej, polskiej "pasty". Co absolutnie nie jest przytykiem > takich makaronów w polskich trattoriach jest wiele, z tym, że większość restauracji ma jeszcze włoskie zacięcie i wmawia nie tylko gościom, ale i samym sobie, że podają włoskie pasty, które niestety niewiele mają wspólnego ze smakiem tamtejszego makaronu. Po rocznym pobycie w Rzymie i zasmakowaniu różnych past ( przede wszystkim domowych, zrobionych przez znajomych Włochów, którzy są perfekcjonistami w kuchni, wręcz fanatykami, ale akurat ten ich fanatyzm wpłynął dobrze na moje krągłości ;), jestem dość krytyczna w stosunku do past w Polsce. To znaczy, rozumiem w zupełności polskie makarony, ich specyficzny smak i nie mierzę ich "włoską miarą", ale jak już restauracja upiera się, że jest włoska, potrafię być złośliwa, cebuli czy śmietany dodanej do carbonary nie zdzierżę. 
W Czyli Chilli przynajmniej są szczerzy i nazywają makarony po polsku! 
Makaron więc został podany. 
Zauroczyłam się na chwilę, bo poczułam "ten" zapach. Zapach popołudnia w moim rzymskim mieszkaniu! Pomyślałam "niemożliwe", w tak niepozornym miejscu, po raz pierwszy od powrotu z Rzymu, znalazłam włoski smak! Ciężko określić, co na ów włoski smak się składa. Na pewno oliwa- esencjalna. Głupio było mi pytać, gdzie kupili taką oliwę, ale może jeszcze się odważę :) Bezsprzecznie, dobra oliwa. Po drugie- sposób pokrojenia cebuli, tak jak Włosi, w taką specyficzną kostkę. I po trzecie- "takie coś", to chyba niesubstancjalny, magiczny element. Smakowało bardzo. Makaron był z pomidorkami, cukinią i krewetkami. 

Na koniec podano oponki i faworki, wszak był tłusty czwartek. Miły akcent polskiej restauracji, która nie boi się przełamywać smaków i robi to naprawdę w mistrzowski sposób, bliski oryginałowi. Polecam gorąco!

Olga

sobota, 6 kwietnia 2013

Święta, Święta...

Domowa Święconka
...a zanim będziemy mogli powiedzieć: "i po Świętach!", wszyscy  jesteśmy w wirze gorączki przedświątecznych przygotowań! A jakie dania na tradycyjnym, wielkanocnym stole?
U mnie króluje tradycja, więc żadnych panna cotta, ani innych włoskich przysmaków, nie będzie. Choć pamiętam, że wracając z Rzymu na Święta, wróciłam z panettonem- Agnello, czyli babką w kształcie baranka czekoladowego przekładanego śmietankowym ciastem, mnaim! Baran robił zawrotną karierę na stole wielkanocnym, ale pewnie dlatego, że był "czymś zza zachodniej granicy", przywiezionym ciężko (nie lekko) przez bramkę na lotnisku. Smakował znakomicie, ale barana nie przypominał, raczej rozpłaszczonego żółwia.

W tym roku jednak, bez włoskich rewelacji. Babka, mazurek, makowiec i sernik> to z ciast, które uświetnią stół wielkanocny. Poza tym, jajka, te tradycyjne oraz faszerowane- po zeszłorocznym sukcesie faszerowania jajek pieczarkami, w tym roku pojawią na naszym stole: jajka z pieczarkami i jajka faszerowane łososiem. Oczywiście nie może zabraknąć mojego specjału, czyli ryby po grecku, którą robię już od kilku lat na różne święta: i te zimowe i te wiosenne. Będzie również tradycyjna, biała kiełbaska, mięsiwa wszelkiego rodzaju, między innymi karkówki i schaby ze śliwką, jak również pasztet. W rybim towarzystwie, obok ryby po grecku, uplasuje się śledzik i sałatka śledziowa. Całość zwieńczy barszcz biały, w naszym, domowym wydaniu- mocno czosnkowy.
I tulipany na urodziny taty :)

Wesołych Świąt!

P.S. Ciekawe, jak wyglądają Święta u Michała :) myślę, że repertuar dań jest podobny, ale każdy dom ma swój charakterystyczny rys, więc z ciekawością odwiedzę go w Wielką Sobotę, coby zasmakować dań.