Restauracja, której znakiem firmowym jest mała papryczka chilli, intrygowała nas od dawna.
Więc pewnego dnia skręciliśmy do jasnej, udekorowanej na pozór bardzo starannie knajpki, która zachęcała swoimi ciepłymi barwami i ogólną atmosferą przyjaznej,domowej stylizacji. Wnętrze ciepłe, ale troszkę jednak niedopracowane, tak jakby ktoś wpadł na dobry pomysł i w połowie zaniechał realizacji. Ściany pomalowane, ale nieodnowione, farba już starta i lekko przybrudzona.Sztuczne kwiaty w wazonikach zdecydowanie psuły efekt. Tak samo jak bliskość pomieszczenia gospodarczego i jednego ze stolików, przy którym akurat siedzieliśmy i mieliśmy doskonały wgląd w to, co dzieje się z resztkami jedzenia- niestety, wolałabym nie być bogatsza o tę wiedzę. Nie wygląda to estetycznie. Niemniej jednak, na pierwszy rzut oka, knajpka wygląda przyjaźnie, tylko nasze wredne, niebieskie oczka zawsze dostrzegą niedociągnięcia :)Może się uprzedzam, ale zamawiając makaron w restauracji witającej gości chlebem ze smalcem, spodziewałam się typowej, polskiej "pasty". Co absolutnie nie jest przytykiem > takich makaronów w polskich trattoriach jest wiele, z tym, że większość restauracji ma jeszcze włoskie zacięcie i wmawia nie tylko gościom, ale i samym sobie, że podają włoskie pasty, które niestety niewiele mają wspólnego ze smakiem tamtejszego makaronu. Po rocznym pobycie w Rzymie i zasmakowaniu różnych past ( przede wszystkim domowych, zrobionych przez znajomych Włochów, którzy są perfekcjonistami w kuchni, wręcz fanatykami, ale akurat ten ich fanatyzm wpłynął dobrze na moje krągłości ;), jestem dość krytyczna w stosunku do past w Polsce. To znaczy, rozumiem w zupełności polskie makarony, ich specyficzny smak i nie mierzę ich "włoską miarą", ale jak już restauracja upiera się, że jest włoska, potrafię być złośliwa, cebuli czy śmietany dodanej do carbonary nie zdzierżę.
W Czyli Chilli przynajmniej są szczerzy i nazywają makarony po polsku!
Makaron więc został podany.
Zauroczyłam się na chwilę, bo poczułam "ten" zapach. Zapach popołudnia w moim rzymskim mieszkaniu! Pomyślałam "niemożliwe", w tak niepozornym miejscu, po raz pierwszy od powrotu z Rzymu, znalazłam włoski smak! Ciężko określić, co na ów włoski smak się składa. Na pewno oliwa- esencjalna. Głupio było mi pytać, gdzie kupili taką oliwę, ale może jeszcze się odważę :) Bezsprzecznie, dobra oliwa. Po drugie- sposób pokrojenia cebuli, tak jak Włosi, w taką specyficzną kostkę. I po trzecie- "takie coś", to chyba niesubstancjalny, magiczny element. Smakowało bardzo. Makaron był z pomidorkami, cukinią i krewetkami.
Na koniec podano oponki i faworki, wszak był tłusty czwartek. Miły akcent polskiej restauracji, która nie boi się przełamywać smaków i robi to naprawdę w mistrzowski sposób, bliski oryginałowi. Polecam gorąco!
Olga