wtorek, 18 czerwca 2013

bosca(i)ola, czyli w poszukiwaniu włoskiego smaku

Na ulicy Dobrej, zaraz obok Biblioteki Uniwersyteckiej, ponad rok temu zamknięto niewielką pizzerię, w której kiedyś z Michałem "o mało co nie zjedliśmy".  Nie mogę sobie tylko przypomnieć, jaki był powód ostatecznego niewstąpienia. Chyba brak piwa, ale nie dam sobie ręki uciąć :) W każdym razie, pizzerię otwarto na nowo i radzi sobie całkiem nieźle. Ruch był spory, do tego przyszedł właściciel-Włoch, który rozmawiał z kelnerką (świetnie mówiącą po włosku) i ze swoim przyjacielem, który wpadł na kolację, co razem dawało wybuchową mieszankę włoskiego temperamentu i głośnej rozmowy, graniczącej z krzykiem.

-Jak miło popatrzeć, jak Włosi się cieszą.-ja
-To oni tak się cieszą...?!-Michał

W pizzerii Boscaiola zrezygnowano z tradycyjnego menu (śladem podobnej knajpki na Browarnej), co akurat nie przypada mi do gustu, nie tylko dlatego, że nie dowidzę :) Nawet jak dowidzę, to i tak trzeba wyginać szyję, co jest niekomfortowe i w ogóle czasami bazgrolą kredą tak, że ciężko cokolwiek rozczytać. Z drugiej strony, na pewno ma to znaczenie dla integracji z kelnerem, bowiem można wejść w polemikę dotyczącą dań już na samym początku. W każdym razie, grunt, że nazwy włoskie były poprawne! Zdecydowałam się na klasyczną margheritę, coby poczuć smak tradycyjnej, najprostszej pizzy i nie zawiodłam się. Ciasto cieniutkie, a kawałek pizzy uginał się pod ciężarem mozzarelli i oliwy. Plus! Calzone Michała również wyglądał przepysznie. Wielki pieróg wypchany był po brzegi karczochami, pieczarkami, szynką i mozzarellą, skropiony  delikatnie oliwą. Pizzeria pachniała ładnie, co jest również bardzo ważne, ponieważ w wielu lokalach( np. w knajpce na Browarnej, gdzie serwują notabene pyszne makarony) zapach oliwy jest zbyt ostry, jakby za chwilę miała się przypalić na patelni, a cała restauracja zadymić. Ten lokal jest niewielki, a mimo to, zapach nie jest uciążliwy, umila czas, zamiast atakować od wejścia.

Oprócz wachlarza win można było zamówić również piwo, co uczyniliśmy: ja, Michał oraz Włoch :) Miły akcent, tym bardziej, że nie zawsze przychodzi ochota na wino, nawet jeżeli jest się smakoszem włoskich potraw. Pizzeria zachęca do ponownej wizyty, ah, tyle tam jeszcze pozostało dań do skosztowania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz